Stylowe zmiany, organiczne mapy i inne alkohole
Dzisiaj wpis z kategorii kalendarzowych.
Stylowe zmiany
Pożegnałem się w końcu z zewnętrznym stylowaniem strony za pomocą SimpleCSS i napisałem styl samodzielnie od podstaw. Główny powód był taki, że moja strona dostawała Grade F za styl w poprawnościometrze smolweb i to było niedopuszczalne. Teraz mam Grade C i mogę się z tym pogodzić. Wywaliłem też dużo pomniejszych rzeczy ze strony - obrazki, czcionki, style wyliczeniowe. Strona powinna być dużo lżejsza - zostały jeszcze grafiki na stronach projektów, ale te muszę przemyśleć w całości, bo na razie jest to zwykła sekcja z listą podstron. Wróciły tagi, które będę sukcesywnie dodawał, tylko muszę wymyślić, jakie dokładnie tagi mają sens. Na pewno sens mają tagi projektowe, żeby na ich podstawie wyświetlić na stronach projektów listę wpisów dotyczących danego projektu. Wywaliłem też "artekę" oraz "oddamę". Arteki (tam wrzucałem filmy, gry, muzykę itp. które... doświadczyłem) nie chciało mi się uzupełniać - jeśli natrafię na wystarczająco interesujący twór artystyczny/estetyczny, po prostu napiszę o tym notkę na blogu. Jeden stopień komplikacji mniej. Dział oddawania był spoko w założeniu, ale okazuje się, że bardziej chcę sprzedawać, niż oddawać, oraz że ludzie szukają używanej elektroniki i innych raczej na Allegro, OLX czy Vinted, niż na mojej stronie. Mądrość etapu.
Organiczne mapy
W ramach mojego obecnego celu życiowego pt. współtworzenie otwartego oprogramowania skierowałem swój wzrok na aplikację Organic Maps, która jest wybitnym przykładem tego, jak dobre, użyteczne, szanujące użytkownika, wygodne, pełne funkcji, proste i darmowe może być oprogramowanie. Ze względu na moją ekspertyzę zawodową, tematy, które wziąłem na tapet to migracja zależności aplikacji iOS ze zbioru projektów .xcodeproj na Swift Packages. Jest z tym trochę przygód, bo prawie wszystkie zależności to biblioteki napisane w języku C oraz C++, i o ile SPM je wspiera, to jest to całkowite novum dla mnie. Do tego zadania postanowiłem zaprzęgnąć LLMa. Okazuje się, że można to zrobić w miarę sensownie, nie ryzykując katastrofalnych skutków etyczno-finansowo-bezpieczeństwowych (mam nadzieję, to wszystko jest takie FLEJKI). Moje obecne kombo to serwowanie modelu Qwen 3.6 za pomocą Ollama do interfejsu webowego opencode - działa lokalnie, działa wolno, działa wystarczająco. Przy okazji bardzo dużo się uczę, stosując pewien trik: najpierw proszę model, żeby zrobił to, co chcę - w tym przypadku zmigrował jedną zależność - a następnie, żeby napisał mi dokument, który dokładnie wyjaśnia, co, jak i dlaczego zostało zrobione, zaznaczając, że ma to być dla "junior developera". Taki dokument sobie wyprodukowałem i jest on imponująco przydatny, i na ile jestem w stanie stwierdzić, całkowicie poprawny.
Rant o ejaj
W ogóle to nienawidzę tego, co współczesny świat robi z technologią. Możliwości dużych modeli językowych są imponujące, i można by nimi rozwiązać nieskończoną ilość problemów, ale mam wrażenie, że ważniejsze jest uzależnianie się od nich - poznawczo i finansowo - rujnując przy okazji gospodarkę, środowisko naturalne i zdrowie psychiczne. Niedawno oglądałem film Matta Ferrela o tym, że w jakimś państwie wykorzystuje się lidary oraz modele do optymalizacji sterowania ruchem drogowym - mniej korków, mniej hamowania i ruszania, mniej hałasu, mniej spalin - spadki rzędu 20% - to jest imponujące. Oczywiście transport publiczny zawsze lepszy, a optymalizację ruchu drogowego należy równoważyć zmniejszaniem liczby pasów drogowych. To, co ja robię - używanie lokalnego modelu do poprawiania rzeczy i przy okazji uczenie się - też jest moim zdaniem wspaniałe. Ale "zastępowanie" pracowników agentami to jest w najlepszym razie naiwność, a w najgorszym... w najgorszym to jesteśmy - wspaniała wymówka do zwolnień, absurdalne ceny części komputerowych, bańka spekulacyjna, której pękniecie to będzie eksplozja nuklearna. Budujcie schrony!
Inne alkohole
W Poznaniu za dwa tygodnie będzie P.I.W.O czyli Poznańska Impreza Wolnego Oprogramowania. Tematy wydają się całkiem interesujące dla standardowego nerda, ale dużo bardziej do wybrania się zachęca mnie to, że będą tam ważni i ciekawi ludzie, których na ten moment znam tylko z wirtuala. Po pandemii oraz po tym, jakim koszmarnym potworkiem stała się aplikacja Meetup, ilość spotkań programistycznych w moim życiu spadła do zera (CocoaHeads, tęsknię). No i przejażdżka pociągiem, w cichym wagonie, i do Poznania - same rarytasy. Darmowa wejściówka też zachęca. I jedynie absurdalny zbieg okoliczności mnie powstrzymuje, bo ceny za nocleg są dosłownie dwa razy większe niż w każdy inny weekend - w Poznaniu jest wtedy jakiś koncert, jakieś urodziny kogoś, i jakieś inne coś, na które wszyscy ludzie muszą przyjechać, i przez to prawo popytu i podaży mnie prześladuje.
Może się zobaczymy, zobaczymy. 🍺