Twórcy internetowi wygrali głupie nagrody
Ten post zacząłem pisać 15 czerwca, a skończyłem tydzień później, ponieważ w miarę pisania odpalały mi się w głowie kolejne wątki, które chciałem zawrzeć. Finalnie wyszła ściana tekstu, a mam wrażenie, że napisałem może 1% tego, co chciałem. Temat jest niedokończony, ale chyba też nieskończony.
Jakiś czas temu (dawno temu) popełniłem rozzłoszczony wpis na temat pewnego twórcy internetowego, który utracił dostępy do platform dystrybucji swojej twórczości z przyczyn mniej lub bardziej oczywistych...
...co oczywiście jest oczywistą bzdurą, bo przyczyny utraty tych dostępów są całkowicie oczywiste.
Oczywiście (dobra, już więcej nie będę) ani w tamtym - ani prawdopodobnie w większości tego typu przypadków, gdzie relatywnie sensowny twórca jest wycinany z jakiejś platformy - nie jest znany dokładny powód (motywacja, argumentacja, uzasadnienie). Możliwości jest mnóstwo: masowe zgłaszanie osób mniej przychylnych danemu twórcy w ramach jakiejś kampanii odwetowej, potencjalne naruszenie prawa autorskiego jednego z wielkich wydawców mediowych, rzekoma szkodliwość publikowanych materiałów, a nawet złamanie któregoś z wielu punktów regulaminu usługi tak nieprecyzyjnego, jak to tylko możliwe, żeby nadal był on tekstem ze słowami.
Znane natomiast są przyczyny: algorytm oraz zależność.
Zacznijmy od bana.
Ilość treści wgrywanych na serwery platform społecznościowych jest, mówiąc krótko, absurdalna. Według losowego źródła, którego nie zweryfikowałem, w każdej sekundzie na YouTube wgrywane jest ponad osiem godzin materiałów video. Odlicz do pięciu - właśnie jesteś 40 godzin do tyłu (tak naprawdę to nie). Zakładam, że z Facebookiem jest podobnie. Nie ma takiej liczby ludzi, która byłaby w stanie to wszystko przejrzeć i zweryfikować, dlatego do tej pracy zaprzęga się algorytmy. Algorytm ma swoją wydumaną definicję na Wikipedii, ale chyba każdy zrozumie, jeśli powiem, że jest to jakiś program komputerowy, który analizuje daną treść - post na fejsie, film na jutubie - i decyduje, czy ban się należy, czy nie. Śmieszne w tym decydowaniu jest to, że prawdopodobnie nie da się precyzyjnie ustalić wyżej wspomnianego powodu danej decyzji algorytmu - najpewniej stoi za tym jakaś nieskończenie skomplikowana wielowarstwowa sieć neuronowa, której niezliczone wagi precyzyjnie dostrojone przez wsteczną propagację dosłownie zaważyły o takiej, a nie innej decyzji. Współczesna technologia/czarna magia.
Mówiąc krótko: ban pojawia się dlatego, że tak się wylosowało. Serio. To, że maszyna losująca pochłania hektolitry wody na minutę, zużywa tyle prądu, co małe miasto, i udaje obiektywną, modelując rozkłady prawdopodobieństw, nie zmienia faktu, że jest to wynik niedeterministycznego losowania. Nic dziwnego, że jutub nigdy nie powie twórcy, za co konkretnie dostał bana.
Widzisz to, co ci pokażą
Tak w ogóle to algorytmy kontrolują nie tylko to, kto i za co dostanie bana w internecie, ale... wszystko. Dojmująca większość rzeczy, które widzisz w internecie, została Ci zaprezentowana przez algorytm. Każda reklama, każdy post na Facebooku, Twitterze, Instagramie, TikToku, każdy film na YouTube, każda oferta na portalu aukcyjnym, każdy wynik wyszukiwania jest wynikiem algorytmu, który wie doskonale, jakie treści ma do zaoferowania, a także wie doskonale, jakie treści łykniesz bez najmniejszego oporu. Skąd to wie? Ano z tych wszystkich danych, które na swój temat ciągle przekazujesz. Każdy post, każdy lajk, każdy komentarz, każda reakcja, każda interakcja jest dokładnie śledzona i analizowana, tworzony jest z tych wszystkich informacji Twój cyfrowy sobowtór, na którym algorytm testuje różne hipotezy, a następnie serwuje Ci materiał, który "wygrał". Pamiętacie ten odcinek Czarnego Lustra? Nazywa się "Hang the DJ". Taki całkiem fajny, tylko że no nie.
Żeby było śmieszniej (bo jest śmiesznie, prawda?), tymi wszystkimi danymi różne serwisy albo się wymieniają na zasadzie barteru, albo sobie sprzedają do hurtowni, które to potem hurtownie danych odsprzedają je innym z zyskiem. Mógłbym napisać cały, osobny post na ten temat, ale już nie dam rady się więcej śmiać.
W ogóle kojarzycie te teksty twórców typu "dajcie suba, żeby jutub wam więcej podpowiadał", albo "dajcie lajka, bo wtedy kanał jest bardziej promowany", albo "zostawcie komentarz, bo wicie rozumicie algorytmy" (przy ostatnim ktoś się już nawet nie czaił). Twórcy mają swój interes w farmieniu interakcji, bo to pompuje ich twórczość (tak działa algorytm) - a w międzyczasie obie strony są profilowane.
W tym układzie obie strony transakcji "twórca-odbiorca" są uzależnieni od algorytmu. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby się pchać w taki układ?!
Odpowiedź: wszyscy
Z moich jednostkowych obserwacji tego, jak wygląda świat mediów w ogóle, dochodzę do wniosku, że panuje ogólny konsensus na temat tego, że te wszystkie algorytmy, niezależność, prywatność, autonomiczność w internecie... no po prostu one nikogo nie obchodzą. Te wszystkie farmy danych, schowane za piórkami "społecznościowości" robią wszystko, co fizycznie możliwe i marginalnie legalne (tak właściwie to nie) - łącznie z manipulowaniem, wpływaniem na zdrowie psychiczne, rujnowaniem kompetencji społecznych - żeby użytkowników wciągnąć, uzależnić, zatrzymać. Robią to wystarczająco dobrze, a przy tym dają ułudę wygody, dostępności, bycia na czasie. Twórcy, za którymi ci wszyscy użytkownicy weszli na platformy dawno temu, "nie mają teraz wyjścia" i muszą być tam, gdzie są odbiorcy.
Jest jeszcze gorzej! Aktualnie twórca często definiuje się jak część platformy! Teraz popularne są jutuberzy, instagramerki, tiktokerzy - wszyscy na łasce korporacji. Świadomość niezależnego publikowania w internecie jest tak niska, zarówno wśród twórców, jak i odbiorców, że przeniesienie się z tych platform "na swoje" oznacza najczęściej "zniknięcie z internetu". Tylko kto powiedział, że trzeba się przenosić? Można być tu i tu - publikować u siebie, udostępniać na śmietniku! Niestety i to przerasta gargantuiczną większość twórców. Czy to z braku chęci, kompetencji, umiejętności rozpoznania szans i ryzyk, trudności, czy nawet opłacalności, często nie decydują się na to. A potem tracą kanały i płaczą. Na tych samych portalach, na których dostali bana xD.
Ale nie musi tak być. Myślę, że większość z Was słyszała o człowieku, który złamał system, który pokonał śmierć platformową i świeci niczym najjaśniejsza gwiazda. To...
TOMEK KOPYRA Z BLOGU BLOG KOPYRA KOM!
Widzicie, co się tutaj zadziało? Jeśli znacie Tomka Kopyrę, to widzicie. A jeśli nie, to Tomek każdy swój film na jutubie rozpoczyna słowami "cześć tutaj Tomek Kopyra z blogu blog.kopyra.com". Jestem gotów założyć się, że on ma tak napisane w dowodzie. Bo Tomek ma swojego bloga, na który wrzuca swoje materiały. Linkuje co prawda na jutuba, ale jeśli nawet skasują mu kanał, to będzie mógł "relatywnie" łatwo wrzucić filmy na inną platformę, podmienić linki, i nadal będzie mógł się witać tak samo. Strona Tomka ma kanał RSS - jeśli nie wiesz, co to RSS, to masz zakaz czytania dalej, dopóki się nie dowiesz. Strona Tomka pozwala na zapisanie się do newslettera - którego to rozwiązania sam nie jestem fanem, ale nadal jest ono bardziej niezależne niż fejs czy tiktok. Tomek nigdy nie zniknie z internetu dlatego, że nie spodobał się jakiemuś algorytmowi. Ani z mojej głowy, to jego powitanie.
Tego oczekuję od wszelkich twórców, których śledzę. Jeśli jakiś twórca siedzi tylko na platformach, to piszę do niego - często kilkakrotnie - że może by rozważył publikowanie gdzieś poza - zero sukcesów, ale nie przestanę. Gdy na stronie nie ma RSSa, męczę żeby dodali, a ostatecznie sam dorzucam do mojego projektu gorset (polecam). Podkasty oraz kanały YouTube śledzę za pomocą czytnika RSS, więc nie muszę się martwić, że jak nie dam lajka i dzwoneczka, to coś przeoczę - dopóki YouTube czy Spotify nie zgównowaci się jeszcze bardziej.